Studia filologiczne. Czy warto było na nie iść? Podsumowanie I roku.

Oj, jak dawno mnie tu nie było. Prawdą jednak jest to, że dwie prace i studia, to wystarczające zajęcia, aby czasem porzucić inne aktywności. Niemniej jednak wracam do pisania.

Dzisiaj chciałem podzielić się z Wami moimi przemyśleniami, refleksjami na temat studiów. Jako że w tamtym tygodniu zakończyłem już oficjalnie sesję egzaminacyjną i pierwszy rok mam za sobą, to wydaje mi się to idealnym momentem na takie podsumowanie. Zapraszam do lektury, która krótka nie będzie.

Kiedy składałem dokumenty na uczelnię i napisałem o tym na blogu, pojawiły się komentarze, że gorszej uczelni to ja już wybrać nie mogłem. Jak wiecie, wybór padł na Wszechnicę Polską. Ci, którzy nie kojarzą, o co chodzi, to streszczę tylko, że pojawiły się komentarze, że to szkółka niedzielna, że nauka na tej uczelni to żart itp. Pojawiły się także komentarze osób, które nigdy tam nie studiowały, ale słyszały od koleżanki kolegi, czyli taka dziesiąta woda po kisielu. No przyznam, że w pierwszej chwili denerwowały mnie te komentarze, ale po przeanalizowaniu sytuacji, stwierdziłem, że nikt za mnie życia nie przeżyje przecież, a przekonać się muszę sam, jak jest. Nic mnie nie trzyma, najwyżej jak nie będzie mi się podobać, to przecież w każdej chwili mogę zrezygnować, a świat się nie kończy.

Padły pytania dlaczego taka, a nie inna uczenia. Ano taka, bo tylko zaocznie mogę studiować. Dlaczego nie SWPS w Warszawie? Ano dlatego, że nie stać mnie na tę uczelnię, bo w moim mniemaniu i na moją kieszeń jest dla mnie po prostu za droga. Tłumaczyłem się bez sensu.

O zajęciach na I semestrze pisałem już w innym wpisie, do którego link znajdziecie TUTAJ. Opiszę więc bardziej wrażenia z II semestru i podsumowanie całości. Dlaczego zdecydowałem się na studia w ogóle, odpowiedź znajdziecie TUTAJ.

Zajęcia na II semestrze wydały się bardzo ciekawe. Były to, obok PNJW, Wstęp do literaturoznawstwa, Wybrane zagadnienia gramatyki i stylistyki języka polskiego, Fonetyka i fonologia, Gramatyka opisowa języka włoskiego (te dwa wchodzą oczywiście w skład modułów PNJW) oraz Wstęp do translatoryki. No i nie można zapomnieć oczywiście o najważniejszym przedmiocie na tych studiach, czyli Technologie informacyjne (oczywiście, to żart z mojej strony, ale o tym później). Plus język hiszpański.

Niestety, zajęcia on-line zabiją każde najciekawsze zajęcia. Moim zdaniem tak się stało ze wstępem do literaturoznawstwa. Zajęcia odbywały się na platformie e-learningowej, gdzie mięliśmy zamieszczone nagrane wykłady (po dwa na jeden zjazd). Jeśli kogoś nie interesuje teoria literatury, to faktycznie może mieć problem z przesłuchaniem tych nagrań. Niemniej jednak temat wydał się bardzo interesujący. Egzaminem była do napisania praca, w zasadzie to dwie prace, a patrząc jeszcze inaczej, to w sumie aż 4 prace. Jedna, zaliczeniowa, która składała się z 4 małych tematów, które należało rozwinąć swoimi słowami (oczywiście posiłkując się dostępnymi materiałami). Druga praca, egzaminacyjna, składała się z trzech dłuższych form wypowiedzi, a tematy wybieraliśmy spośród czterech podanych. Tutaj trzeba było już wykazać w pracy bibliografię i poprawnie zrobione przypisy.

Moim numerem jeden II semestru niewątpliwie stała się fonetyka i fonologia. Polubiłem ten przedmiot od pierwszych chwil wykładu. Zacząłem odkrywać język na nowo, poznałem wiele zależności, które rozwiały moje językowe wątpliwości. Dzięki tym zajęciom nagle okazuje się, że pewnych rzeczy nie trzeba uczyć się na pamięć – jeśli chodzi o pisownię – bo wynikają one z fonetyki. Zawsze starałem się zwracać uwagę na akcentowanie, na poprawną wymowę. Teraz jestem mądrzejszy o tę wiedzę i pewne kwestie wchodzą z automatu. Numerem dwa II semestru jest gramatyka opisowa języka włoskiego. Wiecie doskonale, że jestem ogromnym fanem gramatyki. Zajęcia te przypomniały mi ćwiczenia z gramatyki opisowej języka łacińskiego, które miałem na moich pierwszych studiach. Lubię babrać się w tych wszystkich rodzajach rzeczowników, ich złożonościach, rozkminiać aspekty, opisywać poszczególne części zdania. Jest to przedmiot bardzo teoretyczny, bardzo dużo nauki teorii, ale jak dla mnie bardzo przydatnej w pracy filologa. Już słyszę te głosy z tyłu głowy, że na co komu gramatyka, mówienie, mówienie i jeszcze raz mówienie. Helou! To filologia, a nie komercyjny kurs języka obcego. Na mówienie na studiach także jest czas, w czasie innego modułu.

To tyle jeśli chodzi o PNJW. Aha, dodam jeszcze, że poznaliśmy w tym semestrze bardzo dużo słownictwa związanego z medycyną. Przyznam szczerze, że na początku trochę przeraziło mnie to, ale później przeanalizowałem ramowy program studiów i okazuje się, że to słownictwo w jeszcze większym zakresie czeka mnie na przedmiocie Warsztaty tłumaczeniowe tekstów medycznych (skąd taki przedmiot, to za chwilę). W każdym razie lista słownictwa nie zginie, przyda się w późniejszych semestrach.

Kiedy składa się dokumenty na uczelnię, deklaruje się specjalność, na którą będzie się uczęszczać. W moim przypadku wybór był bardzo prosty…tłumaczenia. Nie widzę się w drugiej specjalności, która była do wyboru, a mianowicie Komunikacja językowa w biznesie i administracji. Dlatego też zgodnie ze specjalnością, mieliśmy takie przedmioty jak Wstęp do translatoryki czy Wybrane zagadnienia gramatyki i stylistyki języka polskiego. Translatoryka to bardzo ciekawa dziedzina. Teraz, oglądając film z lektorem czy dubbingowany zwracam baczniejszą uwagę, jak jest tłumaczony film, wiem, dlaczego nie słowo w słowo, dlaczego czasem tłumaczenie odbiega od dialogu. Gramatyka języka polskiego ma na celu uświadomienie nam, studentom filologii obcej, że nie możemy zapominać w pracy przyszłego tłumacza o naszym rodzimym języku. Wszak będąc tłumaczem, operujemy dwoma językami, obcy i ojczystym. Dyskusje na temat języka polskiego między studentami, między studentami a wykładowcą były bardzo owocne. Pokazały nam, jak bardzo zróżnicowany jest nasz język. Dążyliśmy do normy wzorcowej języka polskiego  😉 

Oczywiście nadal na II semestrze jest drugi język obcy, jak wiecie, w moim przypadku jest to język hiszpański. No hiszpański jak hiszpański. Nie ma co się za bardzo rozwodzić nad tymi zajęciami. A może nie za bardzo chcę…

Technologie informacyjne…taaaak, to jest ciekawe (żart!). Uważam, że przedmiot w tej formie to taki trochę przerost formy nad treścią. Ja rozumiem, że dzisiejszy świat nie może obyć się bez komputerów, ale wiedzę typu „Liczba (10100)16 zapisana w systemie szesnastkowym w systemie dziesiętnym wynosi:…” uważam za zbędną, kompletnie nie przydatną mi do niczego. Mógłbym wymieniać tak długo jaki materiał był zbędny, nie stawiający na praktykę, ale pominę ten szczegół, bo chcę o nim jak najszybciej zapomnieć. Dostałem z tego przedmiotu zadowalającą mnie ocenę 4,5 i niech na wieki zostanie zapomniane.

Tak w skrócie wyglądał II semestr studiów. Mam świadomość, że studia zaoczne nie będą miały takie wymiaru godzin co studia dzienne, zgodziłem się jednak na to, wybierając bardzo świadomie tę uczelnię. Jestem zadowolony bardzo z jakości kształcenia, z treści nam przekazywanych. Pewnie, że mogłoby być lepiej. Ale nie ma co narzekać. Nie ma żadnej taryfy ulgowej dla nas zaocznych. Jestem zadowolony z wyboru właśnie tej uczelni. Czy wybrałbym inną? Pewnie tak, dzienną. Gdybym tylko miał taką możliwość.

Jeśli macie jakieś pytania, zachęcam do ich zadawania w komentarzu. Na wszystkie chętnie odpowiem.

 


Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *